Wesele, gronkowiec i co z tego wynikło

Byliśmy wczoraj na weselu kuzyna w okolicach Łodzi. Całą rodziną, czyli łącznie z córkami (starsza 8 lat, młodsza 11 miesięcy) i teściową. Wesele jak wesele, teściowa jak teściowa, córki jak córki. Prawie. W okolicach 3 nad ranem spostrzegliśmy, że prawe oko starszej córki mogłoby spokojnie zastępować czerwone światło na skrzyżowaniu. Mając do wyboru szukanie okulisty jutro, a nocowaliśmy ładny kawałek od najbliższego “porządnego” lekarza, czekaniem do poniedziałku aż wrócimy do Szczecina i udaniem się na najbliższy ostry dyżur wybraliśmy tą ostatnią możliwość.

Lokalni polecili szpital na Spornej, bo najbliżej. Sprawa umowna, z Konstantynowa Łódzkiego to i tak ładny kawałek drogi. Szpital znaleziony, otwarte drzwi także. Na dyżurze nie było okulisty, więc dowiedzieliśmy się tylko tyle, że ciała obcego nie widać, ale trzeba jechać do Matki Polki na okulistykę. OK, rozumiem, brak kwalifikacji. Jasna sprawa. 15 minut później podjechaliśmy pod Matkę Polkę. Bądź człowieku mądry i szukaj właściwych drzwi prowadzących na izbę przyjęć. Kto nie szukał po nocy, ten nie zrozumie. Po dobrych 5 minutach właściwe drzwi znalezione i okazuje się, że to zły budynek, trzeba do innego. OK, moja wina, nie wiedziałem, jedziemy. Pod kolejnym budynkiem, ponowne szukanie właściwych drzwi. Tym razem szybciej, pielęgniarki potwierdzają, to tu.Teraz tylko udać się na oddział, gdzie przyjmuje dyżurny okulista. Pani doktor była wyraźnie niezadowolona, że udało nam się ją odszukać. OK, rozumiem, pewnie na jej miejscu też nie tryskał bym humorem. Tak czy siak, okazuje się, że to zakażenie gronkowcem, kropeli i takie tam, oku nic nie grozi. Uf… Ładny wschód słońca…

A teraz sedno tej opowieści. Nie mam do nikogo żalu, że długo szukaliśmy, że to był zły szpital, że lekarka była opryskliwa. Ja to wszystko rozumiem. Serio. Rzeczą której nie rozumiem, jest droga jaką należy przebyć z izby przyjęć w Matce Polce na oddział okulistyczny na drugim piętrze. Co za geniusz to wymyślił i co za idiota zaakceptował taki układ szpitala? Nie byliście nigdy? To uwaga, tłumaczę.

Skręcasz w lewo, później w prawo, przechodzisz przez drzwi z frykuśnym zamkiem (chyba niejedni polegli już na tych drzwiach, bo pielęgniarka wolala się upewnić, czy sobie z nimi poradzimy). Następnie znów w lewo, kawałek i dochodzimy do wind. Z tych wind nie można skorzystać, bo one na okulistykę nie prowadzą. Trzeba iść dalej, aż do drugich wind i skręcić w lewo. Ale uwaga, z tych wind też nie można skorzystać. Tak samo nie można skorzystać z klatki schodowej przy nich się znajdującej. Trzeba iść dalej aż do klatki schodowej “na wprost”. I dopiero ona zaprowadzi nas na okulistykę. Oj… Gdyby nie “nieoficjalne” strzałki wydrukowane na laserze i według słów pielęgniarek wykonanych przez nie same, nie ma szans aby trafić tam bez przewodnika. Czysty idiotyzm. Czy to aż takie trudne aby wprowadzić jakieś oficjalne i czytelne oznakowanie skoro szpital jest skazany na tak kretyńską topologię? Może szpitale też powinny zatrudniać kogoś od UX? Chyba nie były by to pieniądze wywalone w błoto.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.