Dlaczego 36zł to więcej niż 1,3 miliona

Na szybko w nawiązaniu do poprzedniego wpisu. Skoro już wiem, że 36 dla emeryta to w sumie 2 miliardy 160 milionów rocznie, można się zastanowić, co politycy mogą z taką kwotą zrobić.

Na przykład, Donald Tusk mógłby co tydzień latać samolotem na trasie Warszawa-Gdańsk-Warszawa przez 1600 lat. Z kolei, Sikorski i Rostowski mogli by codziennie jadać w restauracji Amber Room przez 4 838 lata. A wykształcony politolog mógłby pracować w Biedronce za pensję minimalną przez jakieś 102 tysiące lat.

36 złotych brutto dla emeryta

Kocham piękne zestawienia tworzone przez różne instytucje i osoby w celu podkreślenia swoich racji, lub „zdissowania” innych instytucji czy osób. Zwykle rządzących. Piękne są, takie totalnie wyrwane z kontekstu i pokazujące wszystko w takie sposób, aby „moja racja była mojsza od jego”.

Dziś na przykład coś takiego:

36 złotych podwyżki dla emeryta

Rzeczywiście, w porównaniu z 160 milionami złotych które zostaną wydane na nowy Urząd Marszałkowski w Krakowie, 36 złotych brutto to śmiesznie mała kwota. Gdyby ktoś mi zaproponował 36 zł podwyżki (brutto), wkurzył bym się okrutnie. Ba, porównując do 1350 zł to też śmiesznie mała kwota. Przyprawiająca o solidną porcję irytacji. Ale… no właśnie, zawsze jest jakieś ale.

Jednak do tego „ale” przejdziemy kilka wyjaśnień. Po pierwsze, 1350 zł za obiad to za dużo. Dużo za dużo. Podobnie jak z odprawą, lotami i nagrodami. To nadużycie publicznych pieniędzy. Co do rozbudowy Urzędu Marszałkowskiego, można już polemizować. Czy rozbudowa jest konieczna, co jest w umowie, jaki jest zakres pracy? Czy to tylko budowa, czy także utrzymanie, inne świadczenia? I tak dalej, i tak dalej… Nie wiem…

Przechodzimy do 35 zł brutto. Mało. Ale, jak zwykle, nie jest to cała prawda. W kontekście pozostałych wartości to nawet jawne kłamstwo. Dlaczego? Pozostałe wartości są zamknięte w ramach czasowych i dotyczą niewielkiej liczy osób. Obiad jest jednorazowy, rozbudowa jest pewnie zabudżetowana na kilka lat, a loty to rok 2012. Z kolei podwyżka nie jest ograniczona czasowo i dotyczy wielu osób.

Po kolei spróbujmy doprowadzić to wszystko do wspólnego mianownika. 36 złotych razy 12 miesięcy to 432 zł rocznie na emeryta. Ilu mamy emerytów? Około 5 000 000. Słownie, 5 milionów. Czyli 432 zł mnożymy przez 5 milionów i okazuje się, że w ujęciu rocznym to 2 160 000 000. Słownie, dwa miliardy, sto sześćdziesiąt milionów złotych. Rocznie. Za rok kolejne dwa miliardy z kawałkiem, za rok kolejne i tak dalej i tak dalej… 1350 zł nie wygląda już tak strasznie, nie?

Dron z drewna, Dead Rat, oblatany

Projekt drewnianego drona Dead Rat w ostatni weekend wszedł w decydującą fazę: w niedzielę wieczorem miał miejsce pierwszy oblot konstrukcji. Wynik: sukces. Jak na razie nie całkowity, bo konstrukcja wymaga poprawy ustawień kontrolera logu (rzuca przy zmianie steru kierunku [yaw]). W dodatku zdecydowałem się na montaż baterii na dodatkowej półce na górze. Podwieszana bateria wymaga jakiegoś podwozia, a nie mam obecnie ciekawego pomysłu na jego wykonanie.

Zamiast zdjęć, krótki film z pierwszego lotu:

Jak na razie, konfiguracja Szczura przedstawia się następująco:

  • odległość pomiędzy silnikami po przekątnej: 500mm
  • odległość pomiędzy silnikami z przodu: 370mm
  • odległość pomiędzy silnikami z tyłu: 300mm
  • materiały: sklejka 3mm i listwy drewniane 15mm
  • silniki: Suppo A2212/13 1000KV
  • ESC: XT-Xinte 30A
  • bateria: Turnigy 5000mAh 3S 25C
  • śmigła: Gemfan 1045
  • kontroler lotu: OpenPilot CC3D, a właściwie jego klon
  • radio: Turnigy TGY-i6
  • waga startowa w powyższej konfiguracji: 1212g
  • zmierzony czas zawisu: 21 minut (oj, było to nudne…)

Została jeszcze do wyjaśnienia sprawa koloru: ciemny mahoń. To akurat zupełny przypadek. Tylko taka farba, jaką znalazłem w piwnicy, nadawała się jeszcze do użycia. Wszystkie inne kolory, łącznie z lakierami bezbarwnymi, były już tak przeterminowane, że nie dało by rady ich użyć. Więc jest ciemny mahoń.

Uratowałem wróbla

wróbel w garści

Uratowałem dziś wróblowi życie. Młoda samiczka jakimś dziwnym „szczęściem” wleciała dziś do biura przez lekko uchylone okno. Wylecieć już nie potrafiła. Po uderzeniu w szybę upadła na podłogę. Jak ją znalazłem, leżącą na grzbiecie, myślałem, że już po niej. Oddychała, ale leżała bez ruchu. Na szczęście, był to tylko szok. Po kilku minutach doszła do siebie i po wypuszczeniu na powietrze odleciała w siną dal. Zostało mi tylko zdjęcie przysłowiowego „wróbla w garści”.

Dookoła nas jest dużo wolnej przestrzeni

 

Nie widzimy tego. Siedząc w samochodzie, autobusie, tramwaju, czy nawet na rowerze i poruszając się wytyczonymi drogami nie dostrzegamy, jak wiele pustej przestrzeni jest dookoła nas.

Miasto nas do tego przyzwyczaiło. Ulice, kwartały, dzielnice. Wszystko wypełnione „treścią”. Sam, choć mieszkam obecnie na wsi, mam jeszcze problem ze zrozumieniem, że wystarczy opuścić miasto, aby trafić tam, gdzie sformułowanie „otwarta przestrzeń” nabiera pełnego znaczenia. I nie, nie trzeba jechać w te przysłowiowe Bieszczady. Wystarczy kilka kilometrów od centrum miasta i dość woli aby skręcić w boczną drogę, wysiąść z samochodu i pójść przed siebie. A jeszcze lepiej, wznieść się kilkanaście metrów do góry. Zupełnie inna perspektywa…

Dobra z lotu ptaka

DeadRat – prace trwają

Prace nad drewnianym dronem o kryptonimie DeadRat o którym pisałem jakiś czas temu trwają. Jeszcze nie lata, problemem okazała się „niekompatybilność” jednego z regulatorów silników (ESC) a kontrolerem lotu Thunder QQ Super. Koniec końców skończy się na przesiadce na sprawdzony OpenPilot CC3D który już czeka na montaż.

Drewniany dron DeadRat

Wstępne pomiary wskazują na wagę w okolicach 1100g w konfiguracji do lotu z pakietem LiPo 5000mAh. Teoretycznie powinno to wystarczyć na ponad 20 minut zawisu. Mam nadzieję, że uda się sprawdzić to w najbliższy weekend.

 

Wesele, gronkowiec i co z tego wynikło

Byliśmy wczoraj na weselu kuzyna w okolicach Łodzi. Całą rodziną, czyli łącznie z córkami (starsza 8 lat, młodsza 11 miesięcy) i teściową. Wesele jak wesele, teściowa jak teściowa, córki jak córki. Prawie. W okolicach 3 nad ranem spostrzegliśmy, że prawe oko starszej córki mogłoby spokojnie zastępować czerwone światło na skrzyżowaniu. Mając do wyboru szukanie okulisty jutro, a nocowaliśmy ładny kawałek od najbliższego “porządnego” lekarza, czekaniem do poniedziałku aż wrócimy do Szczecina i udaniem się na najbliższy ostry dyżur wybraliśmy tą ostatnią możliwość.

Czytaj dalej