BOR zakazuje lotów dronami w Warszawie

W zeszłym tygodniu wybuchła kolejna internetowa burza: BOR zakazał lotów dronami nad Warszawą aby telewizja nie mogła pokazać ile osób przyszło na marsz w obronie demokracji. I wszystko byłoby pięknie ładnie, gdyby nie kilka drobnych ale:

  • zakaz lotów wprowadzony przez BOR jest nie potrzebny, bo praktycznie cała Warszawa na zachodnim brzegu Wisły znajduje się w strefie CTR lotniska Chopina. Więc w myśl prawa, o jakichkolwiek lotach bez zgody wieży na lotnisku Chopina nie może być mowy,
  • jakby tego było mało, mamy jeszcze dodatek w postaci strefy R nad całym obszarem zurbanizowanym Warszawy. W końcu miasto powyżej 25 tysięcy mieszkańców… A w strefie R Warszawy latać można wyłącznie po uzyskaniu zgody Prezydenta Miasta i Prezesa Urzędu Lotnictwa Cywilnego. Wymagane uprawnienia UAVO to tylko taka wisienka na torcie.

W związku z powyższym: Gdyby ktokolwiek chciał uniemożliwić pokazanie demonstracji, wystarczyłoby wysłać w okolicę kilka patroli i każdego spotkanego operatora UAV ukarać mandatem, konfiskatą sprzętu i jeszcze pchnąć sprawę do prokuratury za lot w strefie CTR i R bez zezwolenia. A gdyby przez przypadek któryś z operatorów miał zgodę, to jeszcze można wyciągnąć argument spowodowania zagrożenia przez lot nad ludźmi. I już.

36 złotych brutto dla emeryta

Kocham piękne zestawienia tworzone przez różne instytucje i osoby w celu podkreślenia swoich racji, lub „zdissowania” innych instytucji czy osób. Zwykle rządzących. Piękne są, takie totalnie wyrwane z kontekstu i pokazujące wszystko w takie sposób, aby „moja racja była mojsza od jego”.

Dziś na przykład coś takiego:

36 złotych podwyżki dla emeryta

Rzeczywiście, w porównaniu z 160 milionami złotych które zostaną wydane na nowy Urząd Marszałkowski w Krakowie, 36 złotych brutto to śmiesznie mała kwota. Gdyby ktoś mi zaproponował 36 zł podwyżki (brutto), wkurzył bym się okrutnie. Ba, porównując do 1350 zł to też śmiesznie mała kwota. Przyprawiająca o solidną porcję irytacji. Ale… no właśnie, zawsze jest jakieś ale.

Jednak do tego „ale” przejdziemy kilka wyjaśnień. Po pierwsze, 1350 zł za obiad to za dużo. Dużo za dużo. Podobnie jak z odprawą, lotami i nagrodami. To nadużycie publicznych pieniędzy. Co do rozbudowy Urzędu Marszałkowskiego, można już polemizować. Czy rozbudowa jest konieczna, co jest w umowie, jaki jest zakres pracy? Czy to tylko budowa, czy także utrzymanie, inne świadczenia? I tak dalej, i tak dalej… Nie wiem…

Przechodzimy do 35 zł brutto. Mało. Ale, jak zwykle, nie jest to cała prawda. W kontekście pozostałych wartości to nawet jawne kłamstwo. Dlaczego? Pozostałe wartości są zamknięte w ramach czasowych i dotyczą niewielkiej liczy osób. Obiad jest jednorazowy, rozbudowa jest pewnie zabudżetowana na kilka lat, a loty to rok 2012. Z kolei podwyżka nie jest ograniczona czasowo i dotyczy wielu osób.

Po kolei spróbujmy doprowadzić to wszystko do wspólnego mianownika. 36 złotych razy 12 miesięcy to 432 zł rocznie na emeryta. Ilu mamy emerytów? Około 5 000 000. Słownie, 5 milionów. Czyli 432 zł mnożymy przez 5 milionów i okazuje się, że w ujęciu rocznym to 2 160 000 000. Słownie, dwa miliardy, sto sześćdziesiąt milionów złotych. Rocznie. Za rok kolejne dwa miliardy z kawałkiem, za rok kolejne i tak dalej i tak dalej… 1350 zł nie wygląda już tak strasznie, nie?

Naród zdecydował. Oby nie wybrał „przydawki”

Wybory Prezydenckie 2015 za nami. Naród i ustrój, czy umowa społeczna zwana demokracją wybrali na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej kandydata PiS Andrzeja Dudę. Od razu zaznaczam, Pan Duda moim kandydatem nie był. Gdyby tak się głębiej zastanowić, żaden z kandydatów nie był “moim”. Nie jestem więc z tego wyboru zadowolony. Ale nie z powodu Pana Dudy jako polityka, jego programu, czy poglądów.

Mój problem z prezydentem elektem polega na tym, że, jak dla mnie, nie istnieje coś takiego jako Prezydent Andrzej Duda. Istnieje za to “przydawka” Prezesa Jarosława K. Kukiełka najtrwardszych z twardych twardogłowych z PiS. Kaczyński, Macierewicz, Pawłowicz, Brudziński. Tych krzyczących “Smoleńska, k***a”, plujących jadem nienawiści na wszystko co nie mieści się w ich pojęciu polaka, obywatela, człowieka.

Na razie Macierewicz i spółka milczą. Jeszcze się pokazują się publicznie. Czekają. Prędzej czy później znów wypłyną na szerokie wody absurdu, bigoterii i nienawiści. Znów będzie ich pełno w TV. Co wtedy zrobi Pan Prezydent Duda? Dołączy się do nich? A może będzie miał odwagę aby nie dzielić społeczeństwa i powiedzieć stop partyjnym kolegom? Aby z godnością piastować urząd, który ma za zadanie łączyć wszystkie frakcje, a nie pogłębiać przepaście? Mam nadzieję, że to drugie…

O antykomor.pl mój komentarz krótki

No proszę, jaki hit przełomu tygodni. Ktoś prowadził stronę, ktoś doniósł, ABW przyszło, zrewidowało i zarekwirowało. Ktoś staje w obronie, ktoś żąda wyjaśnień, ktoś głosi zamach na wolność słowa, a ktoś popiera. A ja się pytam: czy to jest tego warte? Według mnie, nie jest. Jeśli to co twierdzi ABW jest prawdą (a nie mam powodu im nie wierzyć), to ja nie widzę żadnego problemu. Ktoś chyba jednak trochę przesadził i to co znajdowało się na stronie podlegało nie tylko pod paragraf o zniewadze głowy państwa. Gdyby tego typu treści były o osobie prywatnej (w przeciwieństwie do politycznej) nikt by nie powiedział ani słowa. Tego typu treści to nie tylko zniewaga głowy państwa, to zniewaga każdego człowieka. Powództwo cywilne i sprawa wygrana (teoretycznie).

Aby było jasne, nie jestem zwolennikiem Pana Prezydenta Komorowskiego. Jestem zwolennikiem dobrych obyczajów i poszanowania wolności. Wolności zdefiniowanej prostym dialogiem (niestety, nie pamiętam autora, wielka szkoda, bo jest to najlepsza definicja wolności jaką znam) (taka moja wariacja na temat):

Tato, co to jest wolność?

– Wolność, synu,  to możliwość robienia tego, co się chce.

– Czyli możemy robić wszystko co chcemy?

– Nie. Nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka

Drogi Rządzie, spadaj na bambus

Staram się nie komentować polityki. Staram się nie wygłaszać opinii na różne tematy, staram się nie krytykować i grzecznie płacę wszystkie podatki i haracze jakie nakłada na mnie państwo. To się chyba jednak musi zmienić. Skoro państwo robi mnie w bambuko, muszę z tym trochę powalczyć.

Kiedy w 1996 rozpoczynałem studia, był tylko jeden sposób na emeryturę: ZUS. Był to okres starego systemu emerytalnego, bez tych wszystkich funduszy i tym podobnych bzdur, które powodują, że o godnej emeryturze mogę zapomnieć. W tamtym systemie o godnej emeryturze też mogłem zapomnieć, więc o to nie będę miał żalu. Tak swoją drogą, jestem za pełną liberalizacją systemu emerytalnego, bez centralnej jednostki złodziejskiej jaką jest ZUS, ale to zupełnie inny temat.
W 1996 roku zasady były proste: idziesz na studia, kończysz studia, masz doliczone 5 lat do stażu pracy i opłacone składki emerytalne za ten okres. Do dziś żyłem w błogiej nieświadomości jak to Państwo Polskie mnie wysterowało. Cytując Wyborczą:

“[…] Osoby, które studiowały przed rokiem 1999, czyli przed reformą emerytalną, powinny mieć wliczony okres studiów do emerytury. Państwo powinno przelać na ich konto określoną liczbę składek (fachowo nazywa się to kapitałem początkowym). Tak przewiduje ustawa emerytalna. Tyle że w przypadku wielu absolwentów państwo nie przelało nic albo przelało niewielką część.“,

oraz:

“Poszkodowana jest też jednak druga grupa – osoby, które rozpoczęły studia przed 1999 rokiem, a w momencie wprowadzania reformy jeszcze je kontynuowały. Im nie wpłyną żadne składki za studia. – W sumie można szacować, że osób które straciły na nowych zasadach, jest ok. 1,5 mln. Państwo po uwzględnieniu waloryzacji nie wypłaciło im do dziś ok. 22 mld zł -dodaje Wacławik. Zdaniem Magdaleny Kochan, posłanki PO z sejmowej komisji polityki społecznej i rodziny, budżetu nie stać dziś na wypłatę takiej sumy. – Bo kto tak naprawdę poniósłby te koszty? Wszyscy podatnicy. Musielibyśmy dodrukować pieniądze. Premier ich z kieszeni przecież nie weźmie – mówi pani poseł. “

W takim bądź razie, informuję całą brać polityczną, czy też politykierską: na mnie możecie już nie liczyć. Z dniem dzisiejszym:

  • przestaję brać udział w wyborach, bo nie mam zamiaru więcej uczestniczyć w tej farsie,
  • kończę z własną zasadą niekomentowania polityki,
  • jeśli ktoś zorganizuje w Szczecinie manifestację w tej sprawie, może na mnie liczyć,
  • Panią Poseł Kochan informuję, że zawsze popierałem PO jako partię polityczną (i to nie na zasadzie mniejszego zła). Już jej nie popieram.

I to tyle. Gratuluję braci politycznej/politykierskiej. Zyskaliście właśnie nowego wroga.

Okazało się, że nie jestem „prawdziwym Polakiem”

Cholera, wyszło szydło z worka, zdemaskowali mnie! Nawet Tusk się na mnie poznał. Prawda jest smutna: nie jestem prawdziwym Polakiem.

Do czego piję? A co wypowiedzi Donalda o treści: „prawdziwi Polacy uczą swoich synów i córki grać w piłkę”. No i klops…. córkę mam, ale jest za mała aby grać w piłkę. W dodatku nie lubię i nie umiem grać w piłkę. A nie będę uczył czegoś na czym się nie znam. Przykro mi… w końcu tylę lat myślałem, że jednak nikt się nie pozna…