Jak uśpić awanturujące się dziecko, poradnik dla ojca i nie tylko

Moja młodsza córka Amelia (1.5 roku) nie lubi spać. Może nie tyle spać, co zasypiać. Prawie każdego wieczoru, na hasło „idziemy spać” zaczyna się mała awantura, czasami przeradzająca się w dużą awanturę. Gdy Amelia była mniejsza, pewnym rozwiązaniem było noszenie na rękach. Z dodatkowymi kilogramami dziecka stało się to jednak zbyt obciążające dla kręgosłupa i na dłuższą metę złe wychowawczo.

Przewalanie się na łóżku z Mamą też nie było rozwiązaniem. Ostatnio ja, Tata, awansowałem na głównego usypiacza z moją „metodą”. Metoda jest prosta, lecz wymaga jednej cechy: wytrwałości. Jeśli na każdy krzyk dziecka reagujesz przymusem ratowania potomka, tulenia i zachowywania się jakby dziecku stała się krzywda, ta metoda może nie być dla ciebie. Swoją, drogą, jeśli nie chcemy wychować życiowej ciamajdy, powstrzymanie odruchu ratowania Młodego/Młodej z każdej sytuacji jest dobrym pomysłem. Niech uczy się samodzielności, a nie zawsze polega na rodzicach.

OK, wracamy do temu usypiania. Dla uproszczenia, przedstawię ją w krokach:

  1. Kąpiel, piżama, zęby: standard,
  2. Bardzo ważny krok: kładziemy dziecko do łóżka i przykrywamy kołdrą,
  3. Czynności wykonywane w tym kroku zależą od reakcji dziecka na krok 2. Jeśli Latorośl leży i nie wykazuje oznak zbliżającej się awantury, czytamy Dziecku kilka stron książeczki, opowiadamy bajkę, czy coś w tym stylu. Jeśli nie, krok pomijamy,
  4. Gasimy światło,
  5. Siadamy na krześle tak przy łóżku tak, aby Dziecko nas widziało i czekamy. Nie mówimy, nie próbujemy uspokajać dziecko nawet jeśli płacze, krzyczy, próbuje nas zdominować. Po prostu czekamy. Przydaje się smartfon dla zabicia czasu. Każdą próbę opuszczenia łóżka przerywamy stanowczym ponownym położeniem w pozycji wyjściowej. To gra na zmęczenie: kto pierwsze padnie? Jeśli wykażemy dostatecznie dużo wytrwałości to wygramy, a każdego wieczora proces usypiania będzie prostszy i szybszy. Jeśli to my poddamy się pierwsi, to Dziecko znów wygrało. A tego nie życzę żadnemu Rodzicowi. To nigdy nie kończy się dobrze…

10 rad jak zrobić lepszą prezentację

  1. Zastanów się, czy wystąpienia publiczne są dla Ciebie. Jeśli się jąkasz, zacinasz, przed każdym wystąpieniem czujesz tremę, to mam dla Ciebie złą wiadomość. Nie nadajesz się. Prezentacja to tak na prawdę sprzedanie zarówno tematu, jak i siebie. A może nawet bardziej siebie. Nawet jeśli będziesz miał najlepszy temat i najlepszą prezentację, a mamroczesz coś niezrozumiale pod nosem, to nic z tego nie wyjdzie
  2. Sprawdź, kto przychodzi na tą konferencję. Jaki jest poziom zaawansowania użytkowników, jakich technologii używają i czego oczekują po konferencji. To widze okaże się niezwykle przydatna na etapie tworzenia właściwej prezentacji. Przykładowo, jeśli jest to konferencja o programowaniu mająca silne korzenie w Javie, to najprawdopodobniej „Wprowadzenie do Javy” będzie miało zbyt niski poziom aby zainteresować kogokolwiek. Z drugiej strony, nawet programista Javy będzie chciał wiedzieć coś o testach automatycznych, więc „Wprowadzenie do Selenium w kontekście Springa” może spotkać się z zainteresowaniem
  3. Moim zdaniem najważniejsza zasada podczas przygotowywania wystąpienia to: prezentacja jest tylko pomocą pozwalającą na przekazanie dodatkowych treści, a nie treścią samą w sobie. O ile umieszczenie w prezentacji nagłówków, schematów, czy wykresów ma jak najbardziej sens, to wrzucanie tam na siłę każdego zdania jakie masz zamiar powiedzieć mija się z sensem. Nic nie nudzi słuchacza bardziej niż widok prelegenta praktycznie czytającego z rzutnika
  4. Zaplanuj wszystko według starej dobrej reguły: wstęp, rozwinięcie, zakończenie. Czyli: wprowadź w problem, rozwiń temat, zakończ podsumowując
  5. Prezentacja ma tylko jeden kierunek: do przodu. Nigdy nie cofaj się do poprzedniego slajdu. A cofnięcie się o dwa slajdy jest już grzechem niedopuszczalnym
  6. W danym momencie mówi tylko o tym, co przedstawia slajd. Nie wędruj z myślami i nie mów o tym, czego nie ma na slajdach. Dzięki temu unikniesz zbaczania z tematu
  7. Zgubiłeś się? Spójrz na rzutnik. Jeśli przestrzegałeś punktu 5 i 6 odnajdziesz się bez problemu. A jeśli nie masz już nic do powiedzenia, zmień slajd
  8. Normalne jest używanie terminów angielskich gdy są one w powszechnym użyciu. Kto bowiem mówi „międzymordzie” zamiast „interface”? Interface to interface i już. Zdecyduj się jednak na jeden język wystąpienia. Nie mieszaj polskiego i angielskiego gdy nie jest to wymagane. Zdanie „receipe na maila good enough” wzbudzi więcej śmiechu niż uznania
  9. Ile slajdów powinno być w prezentacji? Od 10 do 15
  10. Miej na uwadze wzrok użytkowników. Użyj dostatecznie dużej czcionki, jednolitego tła i współgrających ze sobą kolorów

 

Android SDK i Google Analytics

Dziś szybki poradnik jak zaimplementować podstawowe funkcje Google Analytics we własnej aplikacji na Androida. Niby w sieci powinno być dużo na ten temat, ale:

  • Oficjalny tutorial na stronie developer.android.com jest trochę zakręcony,
  • Poradnik i przykłady na stronie Google Analytics jest z zupełnie innej bajki i do niczego się nie nadaje,
  • Większość poradników odnosi się do Analytcs v3 lub jeszcze starszych

Spędziłem sporo czasu próbując dojść ze sprawą do porządku, a rozwiązanie okazało się jak zwykle banalne. Aby śledzić wyświetlenia ekranów naszej apki nie trzeba zbyt wiele zachodu. No to jedziemy:

  1. Nasza aplikacja musi obsługiwać Google Play Services. Jeśli korzystacie z Android Studio, robi to się przez dodanie compile 'com.google.android.gms:play-services:5.0.89' w sekcji dependencies pliku app/build.gradle oraz <meta-data android:name="com.google.android.gms.version"
    android:value="@integer/google_play_services_version" />
    w sekcji application pliku AndroidManifest.xml (numer wersji aktualny na wrzesień 2014). Jeśli nie korzystacie jeszcze z Android Studio, to zacznijcie,
  2. Uprawniamy aplikację do dostępu do internetu przez dodanie w pliku AndroidManifest.xml następujących uprawnień
    <uses-permission android:name="android.permission.INTERNET"/>
    <uses-permission android:name="android.permission.ACCESS_NETWORK_STATE" />
  3. Na stronie Analytics tworzymy profil aplikacji i zapisujemy jej identyfikator w formacie UA-xxxxxxx-xx. Będzie nam potrzebny w następnym kroku.
  4. Jeśli jeszcze nie nadpisaliśmy klasy Application, robimy to teraz:

    We właściwości TRACKING_ID podajemy oczywiście identyfikator naszej aplikacji oraz informujemy Androida, że nadpisaliśmy klasę Application przez dodanie właściwości android:name sekcji application pliku AndroidManifest.xml.

    Dlaczego tracker definiujemy w klasie aplikacji? Aby mieć jego tylko jedną instancję. OK, dało by się to zrobić inaczej, ale tak też można.
  5. W Activities które chcemy śledzić dodajemy następujący kod

    Oczywiście, „PogodaApplication” zastępujemy nazwą klasy naszej aplikacji, a „ForecastActivity” nazwą jaka chcemy aby pojawiła się w Analyticsach

I to tyle. Jak widać, nie ma w tym żadnej filozofii. Tylko uwaga, dane nie pojawią się na stronie Google Analytics od razu. Google Play Services wysyła dane w paczkach co pewien czas, a nie w natychmiast jak strony internetowe. Należy więc trochę poczekać.

Jak założyć nitkę do maszyny do szycia

Wiedza na różne tematy w narodzie zanika. No cóż, ile osób ma w domu maszynę do szycia. Taką „na chodzie” z której korzystała choć raz w ciągu ostatniego roku? Mniej niż garstka. A kiedyś maszyna do szycia, jeśli nawet nie była powszechna, to spotykana w domach. I co ważniejsze, używana. A teraz? Wybieramy w sklepie właściwy rozmiar lub ewentualnie dajemy do skrócenia. Nikt już chyba nie przerabia ubrań, nie szyje pościeli, nie robi patchworków. Więc jak już komuś się zachce spróbować sił w krawiectwie, to skąd ma wiedzieć jak złożyć nitkę do maszyny do szycia skoro w szkole już tego nie uczą?

Maszyna do szycia Łucznik

Mam po rodzicach maszynę do szycia. 30 letniego Łucznika. Świetny sprzęt. W ostatni weekend pojawiła się potrzeba jej użycia. Trzeba było zwęzić pościel dla dziecka. Żona nie wie z której strony do maszyny podejść. Teściowa aktualnie u nas pomieszkiwująca zapomniała. Padło na mnie. Drobny szczegół: wychowałem się w zakładzie krawieckim dziadka. Konserwacja maszyn, wyciąganie fastryg i wyszywanie płócien na marynarki było moim sposobem za zarobienie kilku złotych na drobne przyjemności w podstawówce. W wieku 5 lat przeszyłem sobie kciuk teraz już chyba 100 letnim i ciągle na chodzie Singerem. Można powiedzieć, że o maszynach wiem sporo.

Czytaj dalej

Jak wynająć mieszkanie w Niemczech, 10 faktów

Poniżej 10 faktów o tym, jak wynająć mieszkanie w Niemczech i się nie pogubić. Szczególnie jeśli nie znamy języka.

Jak wynająć mieszkanie w niemczech, Berlin

  1. Wynajęcie mieszkania bez umowy o pracę jest trudne. Właściciele wolą nie ryzykować. A bez umowy i meldunku w Niemczech praktycznie niemożliwe. Oczywiście na legalu i bez znajomości,
  2. Jeśli jesteśmy poważni, nie opłaca się kombinowanie z mieszkaniem bez umowy, meldunkiem i tak dalej. Meldunek jest naszym obowiązkiem i w przeciwieństwie do Polski, wszyscy podchodzą do niego poważnie. To na adres zameldowania będzie przysyłana oficjalna korespondencja z urzędów i tak dalej,
  3. Aby zameldować się w wynajętym mieszkaniu musimy udać się do Burgeramtu (Biuro Obywatelskie) właściwego dla miasta/dzielnicy w której wynajęliśmy mieszkanie. Konieczny będzie dowód osobisty/paszport i umowa najmu. Jeśli podnajmujemy na przykład pokój, może wystarczyć obecność i poświadczenie osoby posiadającej oficjalną umowę najmu
  4. Jako obywatele Unii Europejskiej nie potrzebujemy pozwoleń, zezwoleń, wiz i innych tego typu rzeczy jakie były potrzebne kiedyś. Rynek dla nas, Polaków, jest otwarty. Możemy więc wynajmować mieszkania i meldować się bez żadnych ograniczeń,
  5. Mając meldunek w DE przydaje się coś co nazywa się SCHUFA, czyli tamtejszy odpowiednik naszego BIK. W skrócie: raport naszej zdolności finansowej, zaległości i tak dalej. Raport jest płatny i należy wystąpić samemu. Dużo wynajmujących nie chce bez niego nawet rozmawiać,
  6. Z moich obserwacji wynika, że bardzo często nie dogadamy się wyłącznie po angielsku. Niestety, ci którzy mają mieszkania na wynajem z reguły nie należą do młodego pokolenia. Przydaje się tłumacz. Sam straciłem fajną okazję ze względu właśnie na bariery językowe,
  7. Rynek jest bardzo uregulowane. Umowa przechodzi przez prawnika i tak dalej,
  8. Kaucja. Prawie zawsze w wysokości trzech czynszów netto. W skrócie 3xNKM. W pierwszym miesiącu są to więc prawie cztery czynsze. A przy większym mieszkaniu to kupa kasy,
  9. Prowizja. Przy wynajmie przez pośrednika często trzeba zapłacić prowizję. Wysoką. 2.38 czynszu netto (NKM). Co po dodaniu kaucji może spustoszyć portfel i konto bankowe,
  10. Ceny w Berlinie w porównaniu do polskich miast nie są przesadnie wygórowane. Czasami nawet porównywalne. Dwupokojowe, umeblowane mieszkanie można czasami dostać za mniej niż 600€. A 1 mały pokój za 300-400€. I to w centrum.

Porada dla szukających pracy

Porada dla szukających pracy. Darmowa. Jeśli szukasz pracy jako programista i firma prosi cię o próbkę kodu, to poświęć kilka minut na jego przejrzenie i usunięcie

console.log("dupa");

lub analogicznych! Uwaga, dotyczy także tłumaczeń na inne języki niż natywny.

Zegar czasu rzeczywistego dla Raspberry Pi

Oprócz wielu zalet, Raspberry Pi, co oczywiste, ma wady. Jedną z nich jest brak zegara czasu rzeczywistego. Co z tego wynika? Bez połączenia z internetem Raspberry Pi nie ustawi aktualnej daty po podłączeniu zasilania. Wada? Nie zawsze i nie dla każdego, ale jednak wada. Na szczęście, można ją dość łatwo usunąć i wyposażyć naszą Malinkę w zegar czasu rzeczywistego podłączony za pomocą magistrali I2C, na przykład DS1307.

Oto co będzie potrzebne:

  1. Raspberry Pi (no kto by się domyślił…) z włączoną obsługą magistrali I2C. Instrukcja włączenia I2C dostępna jest w moim wpisie sprzed roku, 
  2. układ scalony DS1307,
  3. rezonator kwarcowy 32,768kHz,
  4. źródło zasilania, na przykład bateria CR2032,
  5. kilka przewodów,
  6. lutownica,
  7. spoiwo lutownicze zwane popularnie cyną,

Jak widać,  lista elementów nie jest długa, a sam schemat elektryczny też nie powala na kolana stopniem skomplikowania:

Raspberry Pi DS1307 RTC

Czytaj dalej